×

maja 24, 2017

BALETOWA MODA #20


Jakiś czas temu (czas leci zdecydowanie za szybko!) pokazywałam Wam post z moją relacją z nowego sklepu marki Bloch w Warszawie. Przymierzałam wówczas dwa kostiumy a jeden ostatecznie dołączył do mojej baletowej kolekcji. Zdecydowałam się na ten z długim rękawem z delikatnej siateczki ze zdobieniami w kolorze mocno nasyconego różu. Taki odcień fuksji chodził za mną już od dłuższego czasu, dlatego na podobny kolor zwróciłam uwagę, gdy oglądałam ostatnio w sklepie nową kolekcję SS17. Ale o tym opowiem Wam w oddzielnym poście!
Cały czas w Polskim Balecie Narodowym trwa maraton spektakli Jeziora łabędziego w choreografii Krzysztofa Pastora. Na koniec wczorajszego przedstawienia otrzymaliśmy owacje na stojąco. To są naprawdę fantastyczne chwile! Jestem ciekawa czy mieliście okazję oglądać spektakl albo czy się wybieracie? Czytałam już kilka recenzji w Internecie i zdecydowana większość jest 'na tak' ale jestem ciekawa Waszych opinii :)



Materiał, z którego jest wykonany kostium to spandex oraz nylon i jest bardzo miły w dotyku, po praniu nie kurczy się, ani nie mechaci.





Kostium BLOCH


MIŁEGO DNIA!

SIMPLE.DANCER


6 komentarzy:

  1. Pięknie ! Bardzo chcę się wybrać na spektakl we wrześniu :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja byłam w niedzielę, to był w ogóle mój pierwszy raz w Teatrze Wielkim, w grudniu po miesiącu codziennego obczajania czy może ktoś nie zwrócił biletów udało mi się dorwać dwie sztuki. Powiem Ci tak: to co widziałam to nie było po prostu przedstawienie. To była sztuka, widowiskowa, spektakularna, sztuka w najczystszej postaci. Dobra, widzę, że słowa w ogóle tego nie oddają :D chodzi mi o to, że jak wróciłam do domu, to od razu chciałam tam wracać, w ogóle nie chciałam, żeby to się kończyło! Jest już środa, a ja dalej chcę tam wracać. Wszystko było takie fantastyczne, sceny na dworze, z tymi wszystkimi damami w kolorowych sukniach, moje oczy nie wiedziały gdzie patrzeć, a fragment z łabędziami, o matko, nie no, szczena na podłodze, a jak były te momenty, że stałyście tak równiutko w rzędzie, wszystkie trzymałyście np. rękę na tej samej wysokości, przecież to jest niemożliwe. Niesamowicie podobało mi się też, jaki efekt "robił" Dawid Trzensimiech. Jak tańczył w parze albo wśród wielu tancerzy to tak wspaniale dzielił się sceną, nie zgarniał wszystkiego dla siebie. A gdy nadchodziła chwila, gdzie tańczył zupełnie solo - o rany. Wszystko przestawało istnieć, ziemia stawała w miejscu! Ja wiem, że to wszystko bardzo śmiesznie brzmi, ale ja po prostu jestem dalej oniemiała po tym spektaklu, na żywo to wszystko nabiera zupełnie innej głębi, filmiki na youtube nie oddają tego wymiaru. Ogromny respekt, podziw i gratulacje Waszej fantastycznej pracy. PS czytuję Twojego bloga od jesieni i wydaje mi się, że rozpoznałam Cię w pewnej chwili :D ale pewna nie jestem, z XI rzędu w amfiteatrze jednak jest kawałeczek do sceny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O rety... miałam dreszcze jak czytałam Twój komentarz!!! Od razu dostałam porządnego kopniaka motywacyjnego i już chcę, teraz!!, żeby kolejny spektakl się rozpoczął!! Dziś znów tańczy Dawid, ja go uwielbiam, w pełni podzielam Twoje zdanie na jego temat. Ogromnie mi miło czytać Twoje słowa i na pewno pokażę je dziś wieczorem moim koleżankom! Dziękuję! Serdecznie pozdrawiam i wobec tego zapraszamy częściej :)

      Usuń
    2. Ja dziękuję za fantastyczne doznania i bardzo się cieszę, że mogłam Ci je bezpośrednio przekazać! Oj, na pewno na tym jednym razie moja przygoda z TW-ON się nie skończy, o to się nie martw :D Powodzenia na kolejnych występach, dla Was wszystkich, pozdrawiam!! :)

      Usuń
  3. Ja byłam na wczorajszym, wtorkowym spektaklu i siedziałam na tyle blisko (czwarty rząd na parterze), że jako stała czytelniczka od kilku miesięcy z łatwością Panią rozpoznałam. I przyznam się, że w scenach zbiorowych skupiałam się głównie na Pani :)
    Inscenizacja jest faktycznie piękna, stroje, taniec... Natomiast do nowego libretta nie jestem do końca przekonana, ale to chyba dlatego, że nigdy nie widziałam na żywo "Jeziora..." i marzyło mi się takie klasyczne wykonanie z podwójną rolą. Co częściowo zaspokoił biały akt – coś pięknego. Zresztą już rozumiem słowa jednego z brytyjskich reżyserów, że praktycznie cały ciężar tego spektaklu spoczywa na corps de ballet (nie wiem, czy ta nazwa funkcjonuje w polskiej terminologii). Te owacje na stojąco były przede wszystkim dla was, dziewczyny. Niemniej jednak doceniam sam pomysł odczytania baletu na nowo i nadania mu nowego znaczenia, tak samo jak rozwiązanie z czarnym łabędziem. To było naprawdę ciekawe i zaskakujące, więc zaczynam się przełamywać :)
    Co jeszcze... A, bardzo podobała mi się praca dyrygenta. Nie znam się na tyle na muzyce, by stwierdzić, że było dobre tempo itd. Ale miałam wrażenie świetnego zgrania tancerzy z orkiestrą. Może to temat na nowy post? Dyrygowanie baletem?
    W każdym razie też wybieram się na spektakl jesienią, w innym wykonaniu głównych ról, tak z ciekawości. A tymczasem serdecznie Panią pozdrawiam.
    Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj :) bardzo dziękuję za komentarz! Wiesz, mój mąż też po obejrzeniu naszego spektaklu powiedział, że bardzo chciałby zobaczyć spektakl z oryginalnym librettem, coś w tym jest :) tak, nazwa corps de ballet funkcjonuje u nas :) ja jestem tancerką właśnie corps de ballet. Jeśli chodzi o pracę dyrygenta, to faktycznie jest ona specyficzna. Teatr Wielki stworzył wspaniały materiał na ten temat, właśnie z dyrygentem Alexeiem Baklanem, tutaj link: https://www.youtube.com/watch?v=2XJKa9D4PcU naprawdę polecam zobaczyć :) i dodam, że koniecznie trzeba zobaczyć drugą obsadę! :) Serdecznie pozdrawiam, Aneta

      Usuń

podobne posty
Copyright © 2016 SIMPLE.DANCER's life , Blogger