×

stycznia 09, 2017

'Czarny łabędź' a baletowa rzeczywistość


Czarny łabędź to produkcja Darrena Aronofskiego z 2010 roku. Za rolę Niny, solistki amerykańskiego zespołu baletowego, Natalie Portman otrzymała Oscara. Jak się ma życie tancerek baletowych przedstawione w filmie do rzeczywistości?
Ten post to moja, tylko i wyłącznie, subiektywna ocena filmu Aronofskiego w oparciu o moje doświadczenia w pracy jako zawodowa tancerka. We wpisie poruszam aspekty pracy w teatrze, nie zagłębiam w psychologiczne dywagacje tak bardzo charakterystyczne dla Aronofskiego. W końcu Czarny łabędź to dramat psychologiczny z akcją rozgrywaną w zespole baletowym, ale ukazującym tę dziedzinę sztuki w dość szeroki sposób.

Natalie Portman miała w filmie dublerkę-tancerkę, Sarah Lane (American Ballet Theatre). Mimo, iż Portman brała lekcje baletu jako dziecko oraz w ramach przygotowań do filmu niemożliwym jest, aby wykonywała partie taneczne w pointach, choćby dlatego iż jest to po prostu niebezpieczne dla osób bez odpowiedniego, wieloletniego treningu. Jestem w stanie przedstawić Wam każdą scenę, w której pojawia się dublerka, tak jak prawdopodobnie każda zawodowa tancerka, ale muszę przyznać, że Portman nieźle poradziła sobie w trudnej, charakterystycznej dla Jeziora łabędziego pracy rąk, w ujęciach, w których sama wystąpiła.


Film otwiera scena snu głównej bohaterki, która marzy o zatańczeniu królowej łabędzi w najsłynniejszym balecie drugiej połowy XIX wieku. Muzyka Czajkowskiego, prosta choreografia, paczka romantyczna (w niektórych inscenizacjach pojawia się dłuższa paczka, nie typowa dla tego baletu klasyczna). Gdy bohaterka się budzi znajdujemy się w jej pokoju. Różowym, przepełnionym pluszakami-baletnicami. Czasem Wam pokazuje fragmenty moich czterech kątów- myślę, że w niczym nie przypominają filmowego mieszkania Niny. Niemniej przyjmuje tę scenerię jako zobrazowanie niewinnego z początku charakteru młodej tancerki. Widzimy również specjalnie zaaranżowane miejsce do ćwiczeń w domu. Myślę, że to akurat jest całkowicie normalne dla osób, które chcą ćwiczyć więcej i dłużej. Ważne tylko, aby faktycznie ta przestrzeń była odpowiednio przygotowana- z dobrą podłogą między innymi. Także w tym nie ma nic nadzwyczajnego.

Wraz z rozwojem akcji przenosimy się do siedziby zespołu, w którym Nina występuje jako solistka. Widzimy ogólną garderobę solistek- w moim wcześniejszym poście pisałam, że u nas nie występuje konkretny podział na garderoby, są one w większości mieszane, ale w każdym zespole może to funkcjonować według różnych zasad. Tancerki dyskutują między sobą, plotkują, obgadują. W sumie, które kobiety tego nie robią? ;) Ale... Dlaczego, dlaczego w każdym chyba filmie poruszającym kwestie baletu, tancerki zwracają się do siebie w tak perfidny, obrażający sposób?? Czy ogół społeczeństwa naprawdę uważa, że jesteśmy tak wulgarne i nietaktowne? Nie wyobrażam sobie powiedzieć do koleżanki z pracy 'wal się'. Przez to świat baletu niektórym wydaje się być ostentacyjny, zawistny i podły. Jakie Wy macie zdanie na ten temat? Mnie to bardzo drażni...

Wiem, że to celowy zabieg Aronofskiego, ale kostiumy ćwiczebne Portman są wszystkie takie same! Różowe lub białe, delikatne, niewinne, jak w szkole. Ale nawet różowy kostium może mieć ciekawy design. Irytowało mnie to trochę, to tak, jakby Nina miała tylko jeden kostium. Tymczasem wiecie już, bo pisałam o tym już kilka razy i nawet pokazuje Wam różnorodne stroje baletowe, że sala baletowa to swoisty pokaz mody, podczas którego tancerki wyrażają swoją osobowość.


Na początku filmu widzimy rozgrzewkę tancerzy przed lekcją oraz w jaki sposób Nina przygotowuje swoje pointy do pracy (w tym ujęciu musiała wystąpić dublerka, ponieważ wszystko co robiła z pointami wyglądało zupełnie tak, jak w przypadku zawodowej tancerki; przy okazji, marka point to Freed of London). W lekcji przedstawionej w kolejnych ujęciach brali udział zawodowi tancerze. Niemniej, nie ma w zwyczaju zatrzymywania lekcji, gdy dyrektor wchodzi na salę. Może on przerwać lekcję, ale tylko i wyłącznie, gdy zakończy się dane ćwiczenie. Dodatkowo, raczej gdy dyrektor czy choreograf (w naszym zespole to często jedna osoba) kiedy chce omówić nową produkcję spotyka się z tancerzami na specjalnym zebraniu zespołu lub mówi o tym podczas pierwszych prób. W filmie, Thomas- dyrektor i choreograf nowej inscenizacji Jeziora łabędziego, opowiada historię baletu podczas lekcji, klepiąc wybrane solistki po ramieniu, tym samym zapraszając je na kolejne próby. Libretto nie do końca zgodne jest z oryginałem, ale istnieje tyle wersji tego baletu, że jest to dopuszczalne. Natomiast klepanie w ramię? Nie słyszałam nigdy o takich praktykach, ale nie zdziwiłabym się, gdyby coś takiego miało miejsce w jakimś zagranicznym zespole.
Poza tym nie wolno, nigdy, wchodzić na salę, gdy gra muzyka- wyjątkiem jest dyrektor właśnie, ale na pewno nie tancerze, szczególnie, gdy trwa próba solistów! Może to rozproszyć tancerzy, a jeśli są w trakcie wykonywanie trudnej technicznie choreografii może to się źle skończyć. Dekoncentracja to wróg każdego tancerza.
W kilku scenach pokazanych w filmie widzimy Ninę powtarzającą na korytarzu nową choreografię. Jest to całkowicie normalne. Towarzyszymy jej również podczas masażu. Scena rehabilitacji wygląda dokładnie tak, jak w moim przypadku :) Zazwyczaj leżę na łóżku do masażu z miną cierpiętnika, a Paulina bez zahamowani uciska sobie poszczególne partie moich mięśni. Ałć.


Jesteśmy także świadkami napadu wściekłości starszej tancerki, Beth. Dla mnie ta scena była mocno przesadzona... uważam, że każdy, szczególnie osoba starsza, która doświadczyła wspaniałej kariery zawodowej, powinna zachowywać się z klasą, a nie jak rozkapryszone dziecko rzucające czym popadnie. Gdy Beth zostaje potrącona przez samochód, Nina korzysta z jej nieobecności i podkrada rzeczy osobiste starszej koleżanki... No bez przesady! Ja nie miałabym czelności grzebania w rzeczach Yuki Ebihary, naszej obecnej wiodącej solistki. Takich rzeczy się po prostu nie robi, no ale, życie jest życiem i zapewne różne przypadki się zdarzają :)

W filmie pokazana jest scena bankietu, podczas którego dyrektor żegna główną solistkę zespołu i przedstawia gwiazdę kolejnej produkcji. Nie wiem jak to wygląda w zespołach zagranicą, np. w USA, ale u nas praktykujemy skromniejsze pożegnania. Zazwyczaj, jeśli solista lub solistka opuszcza zespół i bierze udział w konkretnym przedstawieniu po raz ostatni, jest o tym wzmianka we wkładce obsadowej do programu spektaklu. Nie ma natomiast bankietu pożegnalnego dostępnego dla widzów. Często poczęstunek lampką wina odbywa się po prostu po spektaklu w kulisach, gdzie tancerze gratulują kariery i życzą dalszych sukcesów w życiu. Zdarza się, że żegnamy tancerzy po prostu na sali, dyrektor na forum dziękuje za współpracę i wręcza tancerzowi/tancerce kwiaty życząc powodzenia.

Na początku filmu widzimy matkę, która wspiera swoje dziecko, ale im dalej poznajemy historię obu kobiet, tym bardziej widzimy, jak bardzo matka jest zdeterminowana, aby jej córka osiągnęła sukces, zabraniając jej prawie wszystkiego i psychicznie ją ubezwłasnowalniając. To częściowo prowadzi do paranoi, z którą zmaga się Nina.
Presja psychiczna, której doświadcza dziewczyna zarówno ze strony samej siebie, do tego matki jak i dyrektora, doprowadza Ninę do obsesji, a w konsekwencji do schizofrenii. Balet nie jest dla słabych ludzi. Nina to przykład tancerki, dla której balet jest całym jej życiem. Jest w stanie poświęcić mu dosłownie wszystko, ale jej wrażliwość nie radzi sobie z wyzwaniami stawianymi przez ten zawód. Rozumiem to, bo wiem co to znaczy ciężka praca zakończona sukcesem i wyjściem na scenę. Ale jej ambicja prowadzi do zaburzeń, ponieważ nie jest w stanie poradzić sobie z naciskiem stawianym przez jej pasję i swoją słabością. Mimo, iż ostatecznie osiąga cel w sferze zawodowej, jednocześnie traci wszystko w życiu poza teatrem. Tymczasem znam dużo solistek, dla których rodzina i życia osobiste jest tak samo ważne, jak scena.

Przedstawione w filmie rozmowy Niny z dyrektorem są dość rozwiązłe. Nie podobało mi się to, uważam, że relacje dyrektor-pracownik czy pedagog-tancerz powinny zachowywać profesjonalny charakter. Tymczasem zarówno w tej produkcji, jak i w serialu Flesh&Bone, te relacje są zaburzone. W obydwu przypadkach dyrektor to bezwstydny, wręcz bezczelny facet, który uważa, że wszystko mu wolno. Nie chciałabym znaleźć się w takiej rzeczywistości i mam nadzieję, że postać takiego dyrektora została wykreowana tylko i wyłącznie poprzez wyobraźnię reżysera i w żadnym zespole baletowym tancerki nie muszą obcować z takimi przypadkami, a jeśli już tacy się znajdują, to są pociągani do odpowiedzialności.


Przygotowania do spektaklu wyglądają podobnie, ich chronologia jest taka sama. Wpierw próby i ćwiczenia na sali, następnie próby sceniczne bez i z orkiestrą, a na koniec występ, widownia pełna publiczności. Solistka nie wpada tak po prostu do teatru i nie oznajmia 'tańczę', ale tego akurat wymagała dramaturgia filmu...
Trwa spektakl, solistka spada z podniesienia. Nie. Cokolwiek by się nie działo partner musi utrzymać solistkę, albo delikatnie ja opuścić jeśli coś poszło nie tak. Tymczasem Nina spada na ziemię, jakby tancerz zwyczajnie ją zrzucił. W filmie Natalie Portman partneruje Benjamin Millipied, choreograf który ułożył sceny taneczne na potrzeby filmu. To również dyrektor baletu Opery Paryskiej oraz prywatnie mąż aktorki. Niestety podczas występu schizofrenia przybiera na sile...

Choroby psychiczne to straszny aspekt funkcjonowania człowieczeństwa, ale niestety zdarzają się. W świecie tancerzy na pewno również. Najgłośniejszym przypadkiem, najbardziej bodaj znanym w historii tańca (brzmi to okropnie...) była choroba genialnego Wacława Niżyńskiego. To rosyjski tancerz polskiego pochodzenia, którego szczyt kariery przypadł w pierwszych kilkunastu latach XX wieku a rozsławił go między innymi impresario Sergiusz Diaghilew. Niżyński był człowiekiem o ponadprzeciętnej wrażliwości, którego bez reszty pochłonęły zaburzenia psychiczne, między innymi schizofrenia. Przez chorobę musiał zrezygnować z tańca, ale i przez nią paradoksalnie osiągnął tak wiele. Śmiem przypuszczać, że jego nienaturalne wyobrażenia doprowadziły do skandalicznej prapremiery Święta Wiosny w 1913 roku. Niżyński wychodził w przyszłość, jego umysł otwierał się na nieskończone możliwości, a jednak nie potrafił on stawić temu czoła i wyjść publiczności na przeciw. Zmarł w wieku 61 lat, miał żonę oraz córkę. Pozostawił po sobie niesamowitą spuściznę w postaci w/w Święta Wiosny czy kultowego Popołudnia Fauna.


PS. W filmie bierze udział tancerka, która niedawno wcieliła się w rolę Clair w serialu Flesh&Bone
PS. 2. Gdy pierwszy raz zobaczyłam mojego obecnego już męża, powiedział mi,
że wyglądam jak Natalie Portman z filmu Czarny łabędź.
Dopiero później mu oznajmiłam, że w sumie to ja tańczę w balecie :)
PS. 3. W naszej poprzedniej wersji Jeziora łabędziego (chor. Irek Mukhamiedov) Odetta podczas IV aktu również rzucała się ze skały i spadała na materac ;)
PS. 4. Kwestia niejedzenia- tutaj obszernie poruszałam ten temat.


ZDJĘCIA TOMASZ FABIAŃSKI

Jeśli macie pytania, piszcie! Z chęcią odpowiem :)



MIŁEGO DNIA!

SIMPLE.DANCER

40 komentarzy:

  1. Ciekawy motyw z chorobami psychicznymi wybitnych tancerzy. Coś w tym musi być, bo Niżyński nie były jedyny. Z historii polskiego baletu znany jest przypadek Aleksandra Tarnowskiego, pierwszego tancerza w latach 1844-67. Zdaje się, że cierpiał na depresję, może miał chorobę dwubiegunową? W każdym razie zdarzało mu się załamać na scenie, w czasie przedstawienia, aż w końcu musiał przerwać karierę. Historyk pisze, że musiał odejść „W skutek intryg wewnątrz zespołu i pogorszenia się stanu zdrowia”. To nam jeszcze obrazuje, że nie zawsze atmosfera za kulisami warszawskiego baletu była tak miła jak dziś. Kiedyś rywalizacja tancerzy musiała być bardzo ostra. Sceny awantur w garderobie i związane z dyrektorem w Czarnym łabędziu wydają się Pani przerysowane i faktycznie mogą być spowodowane potrzebą udramatyzowania akcji, wprowadzenia konfliktu oraz nieprzyjemnej atmosfery, by zaciekawić widza oraz pokazać podłoże choroby psychicznej bohaterki. Tylko że wiele wskazuje na to, że w niektórych zespołach, przynajmniej dawniej, intrygowanie i mobbing mogły się zdarzać lub nawet być na porządku dziennym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Weroniko, na pewno takie sytuacje się zdarzają, ale tak jak napisałam we wstępie to moja ocena na podstawie moich doświadczeń :) slyszalam o przypadku, w którym dyrektor pewnego zespołu został usunięty z pełnienia tejże funkcji z powodu choćby słownego molestowania tancerek. Rozumiesz chyba jednak, że wolę nie podawac, który to zespół :) przypadek, który opisujesz jest bardzo ciekawy! Kojarzę jeszcze jeden przypadek, niestety nie do końca jestem pewna nazwiska tancerki, ale słyszałam, że tak bardzo oddała się roli Giselle, że popadła sama w chorobę psychiczną. Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Wydaje mi się, że chodzi o Olgę Spiesiwcewą... jej tragiczny życiors stał sie inspiracją do stworzenia przez Borisa Eifmana baletu "Czerwona Giselle".

      Pozdrawiam! Ernest Sz.:)

      Usuń
  2. Bardzo ciekawy post! Uwielbiam Czarnego Łabędzia więc fajnie było dowiedzieć się jak wygląda to wszystko w praktyce. Zaskoczył mnie fakt, że mąż Natalie był dyrektorem Paryskiej Opery... Co do chorób psychicznych wśród tancerzy - ja słyszałam o Oldze Spessivtseva (nie wiem jak odmienić), która odeszła ze sceny przez bodajże depresję czy inne załamanie nerwowe.

    PS super filmik, chciałabym nauczyć się kiedyś tak płynnie machać rękami

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie wydaje mi się, że Olga Spessivsteva popadła w paranoję tańcząc rolę Giselle... tak, Benjamin Millipied przez kilka lat pełnił tę funkcję, ale zaraz chyba ma się to już zmienić (albo już się stało, choć jeszcze nigdzie o tym nie czytałam). Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Z filmów które w dziwny sposób wypaczają rzeczywistość zawodów artystycznych jest jeszcze Whiplash. Kiedy oglądałam go z rodziną to autentycznie padły pytania "czy TAK wyglądała moja nauka w SM?. Nie bierzmy wizji reżysera aż tak na poważnie. W filmie musi być dramaturgia, której w codziennym życiu czasem brakuje, stąd wiele scen jest przerysowanych i naginajacych rzeczywistość do reżyserskiej wizji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam muzykę w filmie 'Whiplash' :) bardzo mi się podobał ten film i zdaję sobie sprawę, że był odrealniony. 'Czarny łabędź' ogólnie rzecz biorąc nie bardzo przypadł mi do gustu, spodziewałam się po Aronofskim czegoś więcej :) i rozumiem, że chodzi o dramaturgię, jak najbardziej, ale niektóre zabiegi są okropne, moim zdaniem :) Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Whiplash - wspaniały film, czasem do niego wracam, zwłaszcza do końcowej sceny, a muzyka wielokrotnie mi towarzyszy podczas pracy. Oczywiście odbiega od rzeczywistości, ale takimi prawami rządzi się ruchomy obraz. :)

      Usuń
  4. Twoje ręce to prawdziwie "łabędzie' skrzydła ! <3 *.* Brawo !

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, jak Ty pięknie tańczysz!!
    Czarnego łabędzia nie oglądałam, a to tylko dlatego, że boję się ciężkich klimatów. Za bardzo się w nie wczuwam, angażuję emocjonalnie i później chodzę w depresji. Ale masz rację, że środowisko baletowe, głównie kobiety, ukazywane jest zawsze jako zawistne, za wszelką cenę pragnące osiągnąć sukces. Przysłowiowe "po trupach do celu". Trochę jak cheerleaderki. Ciekawe dlaczego zawsze tak to jest ujmowane.

    OdpowiedzUsuń
  6. Fantastyczny artykuł!
    Pozdrawiam Piotr - stały czytelnik.
    www.foto-gramy.pl

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Pani za rewelacyjny post!
    Co "Czarnego łabędzia" - zakładałam, że jest udramatyzowany, a wątek romansowy jest jaskrawy w celu dotarcia do widza.
    Moim zdaniem Aronofsky utknął w swoich problemach i projektuje to na filmy.
    Tym normalniej jest przeczytać post bez sensacji , rzetelnie porównujący rzeczywistość z kreacją reżysera.

    OdpowiedzUsuń
  8. Generalnie wokół baletu krąży mnóstwo mitów i stereotypów, które jeszcze wzmacniane są przez media. Bo balet ma w sobie dużą dozę czegoś nieosiągalnego dla zwykłych śmiertelników i to w nich budzi obawy, dystans i często niedowierzanie, że do pewnych rzeczy da się dojść tylko ciężką pracą, a nie samymi intrygami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo fajnie to opisałaś :) Pozdrawiam!

      Usuń
  9. Zdjęcia niesamowite, a post dostarczył mi mnóstwa nieznanych mi informacji :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję w imieniu fotografa również :)

      Usuń
  10. To wspaniałe mieć talent i pasję. Pewnie jesteś szczęśliwą osobą i realizujesz się w życiu, mimo tak wielu poświęceń.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nas nie zabije, to nas wzmocni jak to mówią ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  11. Pamiętam, że ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie, ale nigdy właściwie nie zastanawiałam się, jak się ma do rzeczywistości. Bardzo ciekawy post! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Dzięki, że tak szczerze wprowadzasz nas - widzów, za kulisy baletu! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uwielbiam to robić :) szczególnie jeśli mogę Wam pokazać, jak faktycznie wyglądają relacje między tancerzami. Na blogu staram się walczyć z poniekąd krzywdzącymi nas stereotypami :) pozdrawiam!

      Usuń
  13. Teraz nie mam wyjścia i muszę obejrzeć Czarnego Łabędzia. Super post z porównaniem jak to naprawdę wyglądało i wygląda w praktyce.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo interesujący wpis! Widziałam ten film kilka lat temu i zrobił na mnie wielkie wrażenie, ale jestem totalnym laikiem i moja wiedza na temat tanecznego świata jest niewielka ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Twój wpis bardzo mnie zainteresował. Sfera artystyczna, a w szczególności balet - budzą dużo niezrozumiałych emocji, może ze wzgledu na wyraz artystyczny, sposób w jaki oddziałują na odbiorcę? Wpływają przecież na dwa zmysły: wzroku i słuchu...to wyjątkowe doznanie, szczególnie dla zwykłego obserwatora. Balet to źródło różnorodnych emocji oraz wielu stereotypów bardzo czesto krzywdzących tę pieknà dziedzinę sztuki. Zarówno ten wpis, jak i Twój blog odczarowują ten tajemniczy świat.
    Pozdrawiam - odnova

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo trafne spostrzeżenia! Pozdrawiam :)

      Usuń
  16. Wow! Nie mam pojęcia o balecie, ale Twój artykuł poruszył mnie do głębi. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
  17. Świetny post! Dziękuję Ci :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Piękny blog, z przyjemnością będę tu zaglądała. Sama kiedyś tańczyłam. serdeczności od Katarzyny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło i oczywiście zapraszam!

      Usuń
  19. Gdy byłam dzieciakiem.... (ach kiedy to było) tańczyłam standard. Miałam nawet czas, kiedy intrygował mnie balet... jego wymowa, głębia, płynność, wrażliwość. Jestem miłośnikiem sztuki, więc taka forma wyrazu siebie nie jest i obca. Obecnie postawiłam na wspinaczkę górską i literaturę, jednak z zamiłowaniem oglądam też sztuki teatralne..... i tańca. Ten taniec to trochę trudniejsza sztuka.. bo nie można nadrobić słowem. Dlatego imponujesz mi bardzo tym, co robisz. Poza tym przejrzałam kilka notek na blogu i muszę przyznać Ci dużego plusa za myśli, które ciekawie ubierasz w opowiadanie.
    Jesteś też piękną kobietą - bardzo fotogeniczną. Tyle w tym pasji. Tyle w tym życia...

    OdpowiedzUsuń
  20. Genialny film. Jeden z najlepszych jakie widziałem.

    OdpowiedzUsuń
  21. Po pierwsze zazdroszczę wspaniałego tanecznego talentu! Co do "Czarnego Łabędzia" z pewnością zupełnie inaczej się go ogląda z perspektywy laika, a profesjonalnej tancerki. Także to ciekawa perspektywa jaką przedstawiłaś :) Ja przede wszystkim wyniosłam z tego filmu jak ciężką pracą jest balet i jak bardzo ambitnym i zmotywowanym trzeba być żeby osiągnąć sukces.

    OdpowiedzUsuń
  22. Piękny, subtelny blog, przepiękne zdjęcia, cudowna, choć wymagająca pasja. Bardzo podziwiam. A "Czarny Łabędź" zrobił na mnie ogromne wrażenie, choć muszę przyznać, że rola toksycznej matki głównej bohaterki była dla mnie druzgocząca, podobnie zresztą jak zmagania dziewcząt. Mam ogromny szacunek do pracy i starań osób tańczących balet.

    OdpowiedzUsuń
  23. To jeden z moich ulubionych filmów. Problem ambicji i marzeń pojawia się nie tylko w balecie, dlatego uważam, że film ten jest tym bardziej uniwersalny! Właściwie można by go zestawić razem z "Requiem for a dream" w pewnym sensie poruszają podobną problematykę. Do obu wracam raz na jakiś czas. Dziękuję za recenzję, podeślę ją znajomym, których już długo zachęcam do obejrzenia tego filmu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Requiem dla snu' szalenie mi się podobał :)

      Usuń
  24. Jestem jedną z tych osób, którym muzyka w tańcu nie przeszkadza, jednak dobrze mi się Ciebie czyta. :) Twój blog przesiąknięty jest pasją, co czyni go wyjątkowym.

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeśli tancerki baletowe są miłe, grzeczne i skromne, to najwyraźniej nie są wybitne. No chyba, że to jakaś magiczna dziedzina, w której ludzie funkcjonują zupełnie inaczej niż we wszystkich innych formach sztuki (choć nie rozumiem, dlaczego miałoby tak być).
    Wpis niby sympatyczny i obnażający "stereotypy", a tak naprawdę krzywdzący. Niewielu ludziom udaje się połączyć udane życie prywatne z wymagającą karierą, zwłaszcza artystyczną. Bardzo niewielu. Nie wiem, co ma na celu twierdzenie, że nadużycia to jakaś rzadkość o której się nie słyszało. Znaczy co - osoby, które o tym mówią kłamią? Czy pani przymyka oczy i wypiera?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yuka Ebihara to najskromniejsza dziewczyna jaką chyba znam. Niezwykle pracowita i sumienna. Ogromnie utalentowana, na scenie piękna i charyzmatyczna. Tańczy wszystkie główne partie w naszym zespole. Wiele moich koleżanek z zespołu, o ile nie wszystkie, które są matkami, doskonale sprawdzają się w tej roli, mają kochających mężów czy partnerów i zdecydowanie potrafią pogodzić życie zawodowe z rodzinnym. Dla chcącego nic trudnego. Oczywiście, na pewno nie jest kolorowo dla każdego na całym świecie, ale ja niczego nie wypieram. Opisuję we wpisie wszystko z perspektywy własnych doświadczeń i obserwacji i nigdy jeszcze nie spotkałam się z zależnością: bezczelna czyli wybitna a skromna czyli przeciętna. Uważam, że takie stwierdzenie jest zdecydowanie przesadzone.

      Usuń

podobne posty
Copyright © 2016 SIMPLE.DANCER's life , Blogger