×

września 22, 2016

Balet w reklamie VOGUE Spain... czy aby na pewno?


W internetowym baletowym świecie głośno jest ostatnio o kampanii reklamowej dla hiszpańskiej edycji magazynu Vogue (trochę wspominalam o tym tutaj). Czy faktycznie jest się czym przejmować? Czy słusznie profesjonalne tancerki się oburzają?
Oglądając ten spot po raz pierwszy nawet nie zwróciłam uwagi, że Kendall Jenner ma na sobie baletki i że pląsając przy drążku domniemanie sugeruje, że jest baletnicą. Dopiero gdy parę godzin później amerykański portal Refinery29.com pisze artykuł zatytułowany 'Ballerinas hate Kendall Jenner's video for Vogue' skusiłam się na powtórne obejrzenie i próbę zdefiniowania problemu. Przypomniała mi się stara kampania reklamowa Anji Rubik, którą ubrano w pointy (wyraźnie za duże) i pozowano przy drążku. Nie będę Was oszukiwać- śmiać mi się chciało niemiłosiernie. Ale... to było parę lat temu, a teraz wszystko sunie do przodu. Zacznę od strony marketingowej. Czymże jest Vogue? To chyba najbardziej rozpoznawalny magazyn modowy na świecie (sama nawet ostatnio na lotnisku kupiłam z ciekawości brytyjską edycję z Victorią Beckham na okładce) i choć kojarzony przede wszystkim z Anną Wintour i USA, to ma swoje ogromne powodzenie także zarówno w Europie, jak i Azji. Pamiętacie jak pisałam o baletowych trendach na wybiegach i w popularnych sieciowkach? A może słyszeliście o rzekomym ślubie roku prezenterki TVNu, Agnieszki Szulim? Otóż ostatnio popularnośc wśród celebrytow zyskują balerinki MIU MIU, mocno inspirowane profesjonalnymi skórzanymi baletkami. Miała je na sobie podczas ceremonii ślubnej Agnieszka Szulim. Ostatnio coraz częściej widzę kolekcje inspirowane strojem baletowym w sklepach oraz u młodych, także polskich, projektantów. Przecież Vogue musi wstrzelić się w obowiązujące trendy. Gdyby tego nie robił, nie byłoby go na rynku modowym od kilku dobrych dekad. Co zrobić, aby przyciągnąć jak największą uwagę? Zatrudnić modelkę, którą wszyscy znają. Siostra Kim Kardiashan wydaje się być idealną kandydatką. Godzi się, bo dla niej to po prostu zarobek. A co dalej? Nie sądzę, aby w jakikolwiek sposób ją to interesowało, a nawet jeśli, to jej PRowcy zrobią wszystko, by samej Kendall w to nie mieszać, bo i po co? Do meritum. W filmie Kendall opowiada o tym jak musiała szybko dorosnąć, ale uwielbia czuć się dzieckiem, beztrosko biegać wkoło i niczym się nie przejmować- w tym czasie w filmie widzimy ją ubraną w kusy top, tiulową spódnice i baletki, wykonującą ruchy przy drążku, przypominającą bardziej Isadorę Duncan aniżeli tancerki XXI wieku.  Taki montaż może sugerować, że ta frywolnosc idealnie wpasowuje się w bycie tancerką, bo przecież stanie godzinami przy drążku to nic takiego. Tak bynajmniej upraszczają to internauci biorący udział w dyskusji o tym filmie na profilach społecznościowych takich, jak Tweeter czy Snapchat. W dodatku, samo wykonanie oczywiście pozostawia wiele do życzenia, ale... osobiście nie zauważyłam tam nic, co nawet mogłabym nazwać wedle baletowej nomenklatury. Ot, takie tam machanie nogą. Kendall przebiera się, rzuca na ogromne pufy (sama bym tak chciała). Dlaczego więc tancerki tak negują ten film? Może też dlatego, że poprzez niezliczoną ilość tanecznych talentshow, czy reklam czerpiących z wysublimowanej estetyki tańca klasycznego, balet nieco stracił na swojej wartości? W Polsce również znajdziemy coraz więcej miejsc, gdzie mozemy zapisać dziecko na balet, a prowadzący to instruktor po weekendowym kursie, a nie pedagog z baletowym wykształceniem (jedyną uczelnią w Polsce z kierunkiem Pedagogika baletowa jest Uniwersytet Muzyczny Fryderyka Chopina w Warszawie, studia podzielone są na licencjackie i magisterskie). Jest to problem bardzo złożony, ale też nie o tym tutaj mowa. Sama reklama w swoim założeniu miała na celu prezentację magazynu o modzie. Musimy pamiętać, że środowisko baletowe jest bardzo hermetyczne. Pamiętacie jak pisałam o cechach charakteru tancerzy? (klik) W tej całej sytuacji trochę odnajduję tę pewność siebie, o której wspominałam. Reprezentując zawodowo taką elitarną grupę należy mieć świadomość, jak bardzo ciężka jest to praca, by dotrzeć do upragnionego celu- sceny i sukcesu zawodowego. Reżyser i scenarzysta prawdopodobnie o tym nawet przez sekundę nie pomyśleli. "A może balet? Taki eteryczny, delikatny, zmysłowy. Wpisuje się idealnie w design naszego magazynu. No i teraz tyle reminiscencji baletowych w modzie? Ale tancerek nikt nie kojarzy z twarzy (kolejny problem z zatapiającą nas falą celebrytów 'tancerzy i tancerek'). To zatrudnijmy modelkę, znaną modelkę." I koniec tematu.



Powtórzę się raz jeszcze, mnie ta reklama nie razi, bo ja nie widzę tutaj osoby, która za wszelką cenę chce pokazać, że skoro ma zagrać baletnice to to zrobi, choćby miało to wyglądać głupio. Widzę dziewczynę, która opowiada o tym, jak to brakuje jej dziecięcej beztroski a drążek, który stoi w studio nagraniowym to tylko rekwizyt, który kazali jej wykorzystać. Rozmawiałam o tym dzisiaj z koleżanką, Amerykanką- ich mentalność jest zupełnie inna. Rachel powiedziała, że dla niej to takie dziecięce marzenie, a nawet pierwotne instynkty. Poza tym, pod względem estetyki modowej, reklama w całkiem dobrym guście :)



Osobiście bardziej razi mnie krążąca po Facebooku reklama 'najslynniejszej rosyjskiej grupy baletowej' Moscow City Ballet. Pomijam fakt, że przedstawiają Jezioro łabędzie, a na reklamie widnieje zdjęcie z Don Kichota! Po pierwsze to nie jest najsłynniejsza rosyjska grupa baletowa, nawet jeśli mielibyśmy ją rozpatrywać w  kategorii zespołów objazdowych. No już zdecydowanie lepszą renomą cieszy się Boris Ejfman... nie dajcie się nabrać na takie chwyty reklamowe! O braku kompetencji osoby piszącej post reklamowy jest także wstawienie zdjęcia ze zgoła innego baletu! Jedyne co jest w tym przypadku mianownikiem wspólnym to pierwotny choreograf obu tych wielkich dzieł baletowych... a to też niekonieczne, bo Marius Petipa nie był choreografem wspaniałych białych aktów z Jeziora, a Lew Iwanow- a to one są znakiem rozpoznawczym tego baletu na całym świecie. Jako widzowie nie pozostawajmy obojętni, sprawdzajmy zaplecze reklamowanego zespołu.



Kostium, który mam na sobie to prototyp marki So Fancy...
jeszcze chwila i Marta z Pawłem ruszają ze swoją stroną internetową!

Tuniczka Sansha
Pointy Gaynor Minden New York

Więcej o nowej na polskim rynku marce kostiumów baletowych pisałam tutaj :)


A tak tancerka przygotowuje się do sesji w plenerze ;)




MIŁEGO DNIA!

SIMPLE.DANCER


4 komentarze:

  1. Gdzie mozna kupić te pointy w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, w Warszawie na Moliera w księgarni muzycznej Sawart :) pozdrawiam!

      Usuń
  2. http://sklepbaletowy.pl/
    Mozna zamowic lub jezeli jestes z Wawy to mozna przymierzyc w sklepie te pointy. Ich koszt to chyba ok 420 zl.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znam sie na modzie. Ale post bardzo ciekawy i zawarte w nim wnioski sa prawidlowe ! Pozdro Conrad z "L".

    OdpowiedzUsuń

podobne posty
Copyright © 2016 SIMPLE.DANCER's life , Blogger