×

maja 10, 2015

SIMPLE.DANCER w podróży



New York, New York...

Niestety, albo zupełnie odwrotnie, należę do tej grupy ludzi, którzy niezaprzeczalnie kochają Nowy Jork. Nie przeszkadzają mi tłumy o każdej porze dnia i nocy (choć te w Warszawie często mnie irytują), nie przeszkadzają mi kierowcy nie zwracający większej uwagi na przechodniów (co w Warszawie przyprawia mnie nieraz o stan przedzawałowy), nie przeszkadza mi również duchota i nieprzyjemny zapach na stacjach metra, ponieważ jego rozwinięta sieć połączeń rekompensuje wszystkie niedogodności (fakt posiadania dwóch linii metra w naszej stolicy i ich czystość przegrywa nawet z dusznością nowojorskiego MTA). Zapewne mieszkając w tym mieście moje odczucia mogłyby się zmienić, bo czym innym jest kilkudniowe zwiedzanie, a zupełnie innym życie na stałe ;) To wszystko tytułem wstępu do postu, na którego publikację długo czekałam. Seria 'SIMPLE.DANCER w podróży' ruszyła (nawet moje poszukiwania miejsca na tegoroczne wakacje ruszyły!), a dodatkowym motywatorem okazała się być prośba czytelniczki. Zapraszam Was na krótki spacer do Nowego Jorku, a w szczególności na 316 East 63rd Street, czyli pierwszej siedziby szkoły modern dance Martha Graham. Do dziś odbywają się tu zajęcia i warsztaty (obecnie główna siedziba Martha Graham Center of Contemporary Dance mieści się na dolnym Manhattanie przy 55 Bethune Street). 



Flatiron Building przy Madison Sq Garden



Washington Square Park, jedno z moich ulubionych miejsc w Nowym Jorku, sama nie wiem dlaczego :)
Nowy Jork odwiedzałam kilka razy. Ostatnio, latem 2013 roku, byłam tam na warsztatach w legendarnej szkole amerykańskiej choreografki, Marthy Graham. W latach 20-30tych ubiegłego wieku, Graham była jedną z pionierek amerykańskiego modern dance. Jego prekursorkami były trzy inne Amerykanki: Loie Fuller, Isadora Duncan oraz Ruth St. Denis, w której szkole swoją przygodę z tańcem rozpoczynała Martha. Orientalne inspiracje St. Denis nie były dla Graham wystarczającym bodźcem do rozwoju, w związku z czym odłączyła się od zespołu St. Denis oraz Teda Shawna (prywatnie męża Ruth) i rozpoczęła w Nowym Jorku działalność na własną rękę. Za punkt wyjścia w poszukiwaniach nowych możliwości w dziedzinie tańca obrała zasadę opartą na działaniach contraction oraz release. Jej surowe zasady pozostają niezmienione do dziś. To właśnie w szkole Martha Graham Center of Contemporary Dance dowiedziałam się, że wszystkie ćwiczenia wykonywane na podłodze (w poziomie niskim) zostały kiedyś spisane: ich rozliczenie, wraz z metodycznym wyjaśnieniem wykonania czy działania poszczególnych mięśni, miejsca impulsów  w ciele inicjujących kolejne ruchy- nie uległa zmianie. Każdy student tej szkoły na hasło np.: regular threes dokładnie wie, co ma robić! To było dla mnie prawdziwym zaskoczeniem, ponieważ w szkole, na lekcji tańca współczesnego, nie uczyliśmy się tego. Poznawaliśmy poszczególne elementy łączone dowolnie, ale nigdy konkretne regulars (a sama nazwa wskazuje, że to regularne ćwiczenie). Oczywiście kombinacje oparte na podstawowych ruchach wedle upodobań nauczyciela także są dozwolone w szkole Graham, ale podstawa jest najważniejsza, każdy powinien ją znać. To była dla mnie największa nowość, a wszystkie takie ćwiczenia, których miałam możliwość się nauczyć, mam spisane w notatniku :) letnie warsztaty odbywają się w grupach podzielonych na poziomy umiejętności, z czego 4 oraz 5 poziom to zawodowcy, osoby, które tzw. regulars mają w jednym palcu. Jako, że poniekąd byłam zaznajomiona z tą techniką, zdecydowałam się na poziom 2. Zajęcia były bardzo intensywne, codziennie dwie godziny samej techniki, dodatkowo można było zapisać się na warsztaty z zasad choreografii czy teorii tańca. Nauczycielka, z którą miałam przyjemność pracować, Myra, stawiała na precyzyjność i szybkie przyswajanie materiału. 




Uczestniczenie w warsztatach z techniki tańca zupełnie odmiennej od tej, którą szlifuje na co dzień, było bardzo rozwijającym doświadczeniem. Dodatkowo, technika modern dance Marthy Graham doskonale wypracowuje świadomość ciała. Poczucie charakterystycznego contraction wykonywanego w dolnych partiach mięśniowych brzucha świetnie wzmacnia nasze abs'y! Dzięki umiejętnemu lokalizowaniu odpowiednich w konkretnym momencie mięśni, mój balans znacznie się poprawił! Jeżeli kiedykolwiek zetkniecie się z tą techniką, nie zniechęcajcie się! Ćwiczenia są powtarzalne i długie, ale wypracowują dokładność i precyzję, ułatwiają także odnajdywanie w ciele miejsc, którym możemy nadać impuls do wykonania nowych elementów oraz tych, które mogą okazać się pomocne do wykonania trudniejszych elementów w naszych dziedzinach tańca. 

Replika paryskiego Łuku Triumfalnego na Washington Sq Park
Biblioteka publiczna (oglądaliście Sex and the City? To właśnie tutaj pierwotnie Carrie miała poślubić Biga) 
Te marmurowe kolumny coś ucięło w połowie xD

Spacer po Central Parku jako nieodzowny element podróży do NY...

Grand Central Terminal

Macie swoje ulubione miejsca na Ziemi, do których zawsze powracacie z wielkim sentymentem? 
Nowy Jorku... do zobaczenia!!!


MIŁEJ NIEDZIELI!


SIMPLE.DANCER

5 komentarzy:

  1. Ja lubię wracać do Wiednia i Pragi, w NYC jeszcze nie byłam ale wiele słyszałam od znajomych, którzy tam mieszkają. W tym roku mieli straszliwą zimę! Bardzo podoba mi się ten post :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha :D Zdjęcie nr 5... Fotka z kubeczkiem starbucks musi być :D
    Jejciu... Wyjazd do NY to jedno z moich największych marzeń, a jak oglądam serialową Carrie kroczącą pewnie przed siebie w szpilkach Manolo Blahnik to ta chęć zwiększa się podwójnie :D Zachód widziany przez pryzmat zdjęć czy filmów zawsze wydaje się być kompletnie odmienny... Taki inny świat. Faktycznie tak jest ?
    I jeszcze tak na marginesie... Zwróciłam uwagę ze na wielu zdjęciach takich codziennych jesteś bardzo fajnie ubrana. Może przemyśl kwestię postów z cyklu SIMPLE.DANCER fashionistka :D ? No bo jak wiemy tancerka chce fajnie wyglądać nie tylko na sali ,pomimo faktu że spędza tam pół życia haha :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz! Starbucks to chyba taki synonim nowojorskiego stylu bycia, chcąc nie chcąc zawsze jakaś kawiarnia tajemną mocą zaciąga do środka ;) Stany Zjednoczone to odmienna mentalność, styl życia jest nieco odmienny, ciężko to opisać słowami, ale to fakt- tam jest inaczej :) ja odbieram to pozytywnie, ale chyba jednak nie zdecydowałabym się, aby zamieszkać tam na stałe. Co do działu SD fashionistka... przyznam bez bicia, że nieraz przeszło mi to przez myśl, tylko jeszcze muszę narzeczonego przekabacić, żeby zdjęcia robił :D niemniej postaram się coś przygotować, tylko proszę o cierpliwość! Pozdrawiam Justyno!!

      Usuń
  4. Podpowiem wakacyjne miejsce :) Bałkany, ale nie ta znana, pioruńsko droga Chorwacja, tylko Bośnia czy Serbia. Sama byłam tylko w Bośni, jednak reszta tych kraików bardzo mnie kusi. Wizyta w Bośni była zderzeniem z kompletnie innym światem, który jeszcze nie do końca pozbierał się po wcale nie tak dawnej wojnie (śladów wojny nie widać już w unijnej Chorwacji prawie zupełnie - w Bośni nawet w centrach miast są jeszcze ruiny, co tworzy niezwykły klimat), a do tego wiedziony jest inną religią i kulturą. Nie ma tam tez takich tłumów ludzi, jest stosunkowo tanio, a do tego ciepło ;) Polecam!

    OdpowiedzUsuń

podobne posty
Copyright © 2016 SIMPLE.DANCER's life , Blogger